Taki oto dialog, załóżmy, że hipotetyczny:

– A ty co robisz? Podobno jesteś coachem?

– No tak, m.in. pracuję jako coach.

– Aaaa! to pierzesz ludziom mózgi i wołacie wspólnie „jesteś zwycięzcą, tak?”

– Nie. Zupełnie nie.

….yyy… hm….???

Kurtyna

Mówić czy nie mówić o coachingu?

Czasem zastanawiam się jak mówić o coachingu, o osobistej zmianie i pracy z klientami. I coraz częściej dochodzę do wniosku, że w ogóle nie mówić o tym czym coaching jest. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, rzadko kiedy moi rozmówcy z dużym zapałem i estymą opowiadają o swojej pracy i swoich zadaniach. Zwyczajnie się tym nie obnoszą. Krótko podsumują co robią lub co nowego w branży się dzieje i… tyle. I co dalej? Dalej rozmawiamy później o filmach, książkach, wyjazdach, dzieciach itp. Bardzo rzadko spotykam kogoś kto usilnie chce rozmawiać o swojej pracy i osiągnięciach zawodowych. A jeśli się ktoś taki trafia to zazwyczaj krąg zainteresowanych wokół niego maleje.

Nawiedzony inżynier

Czy wyobrażasz sobie np. inżyniera produkcji, który z ogromnym zapałem opowiada o sobie i swojej pracy w każdym możliwym momencie? Czy znasz Key Account managera, który każdą opisaną przez rozmówców sytuację puentuje „to jest zupełnie tak samo jak u mnie w pracy” lub „to odwrotnie niż w mojej branży, bo ja…”. Pojawił Ci się uśmiech na Twarzy?  A może grymas zniesmaczenia? No właśnie. Tak właśnie wygląda coach, który oświeca innych swoim podejściem do coachingu. Życie naprawdę nie składa się tylko z coachingu i narzędzi rozwojowych.

Poznasz go po czynach jego

Jak więc poznać dojrzałego coacha? Po tym, że nie wiesz czym się zajmuje i jaki ostatnio projekt zrealizował. Wiesz kim ta osoba jest, ale w prywatnych kontaktach pokazuje się w zupełnie innej roli. A jeśli już chcesz rozmawiać o zmianie, coachingu, rozwoju to zaprosi Cię na inne spotkanie i wtedy możecie do woli dyskutować o materii.

Po drugie nie mówię już o coachingu, ponieważ wiem (i doświadczyłem), że ludzie nie chcą być edukowani na siłę, wbrew ich woli i potrzebie. Kiedyś usłyszałem od bliskiej mi osoby: „nie zamawiałem u Ciebie coachingu ani porad”. I to była największa lekcja, która dotyczyła towarzyszenia innym w rozwoju. Co więcej, im częściej milczę tym więcej inni pytają o coaching. Innymi słowy mówiąc: milcz i słuchaj zamiast nadawać.

Dojrzały coach zajmuje się tymi, którzy przychodzą do niego w sprawach ważnych dla nich samych. I jednocześnie pozwala wszystkim pozostałym na życie tak jak chcą. My coache nie mamy jedynego i najlepszego przepisu na życie.

Podsumowując, jak zatem mówić o coachingu? Krótko albo najlepiej wcale. Ludzie Cię znajdą gdy będą ciekawi i w potrzebie. A ty zajmij się sobą  i swoim życiem. Z pewnością masz co robić.

Share This