Jak mentoring pomógł mi przestać szarpać się z życiem

Jak mentoring pomógł mi przestać szarpać się z życiem

Kiedy zdecydowałam się zamienić karierę w korporacji na pracę mentorki i wspieranie liderów w biznesie, zwróciłam się o pomoc do osoby, która sama przeszła tę drogę. Spodziewałam się, że Mentorka podpowie mi ścieżkę, da instrukcje oraz podzieli się swoim doświadczeniem, żebym mogła uniknąć błędów. Nic z tych rzeczy. Dostałam coś znacznie cenniejszego!

Mentoring w praktyce – jak to wyglądało u mnie

Już na pierwszym spotkaniu moje oczekiwania n/t mentoringu zderzyły się z rzeczywistością. Nie będzie instrukcji. Nie dostanę listy: 5 rzeczy, które musisz zrobić, żeby zostać mentorką. Zamiast tego moja mentorka zaprosiła mnie w podróż po zrozumienie źródła mojej zmiany zawodowej, określenie moich oczekiwań oraz gotowości podjęcia działań, aby te oczekiwania urzeczywistnić. Całe szczęście!!

Najbardziej przełomowy dla mnie moment rozpoczął się od pytania: Po co? Po co chcesz zamienić etat w korporacji na pracę solo jako mentorka? W bezpiecznej i poufnej atmosferze mogłam sobie pozwolić na szczerość i uczciwość wobec siebie: Bo chcę przestać szarpać się z życiem! Bo praca, bo dom, bo dwoje
dzieci – bo ciągle COŚ! I ja ciągle walczę!

Zaczęłyśmy od pracy nad tożsamością – kim jestem teraz, jaką rolę gram w moim życiu? Zosia Samosia, dzielna, zaradna, silna, proaktywna, uparta, ukierunkowana na cel, prowadzona wartościami, introwertyczna – wyszła mi Samodzielna Wojowniczka. Ale samodzielna wojowniczka to samotna wojowniczka. Pod grubą zbroją czaiło się zmęczenie, osamotnienie, frustracja.

Czy przejście od Samodzielnej Wojowniczki do Mentorki może się wydarzyć z dnia na dzień, na podstawie decyzji? Szybko okazało się, że nie do końca. Bo przecież zawsze COŚ! Życie co chwila podsuwa mi nową batalię do stoczenia… Tylko czy na pewno?!

Tutaj bezstronne i życzliwe lustro w postaci mojej mentorki okazało się bezcenne. Do dziś pamiętam jej słowa: “Jeśli jesteś Samodzielną Wojowniczką, to wszędzie widzisz pole bitwy. Kim musiałabyś być, żeby zobaczyć inne możliwości?” Kim będzie wojowniczka, bez osamotnienia, zmęczenia i frustracji? Mi wyszła Przywódczyni – ta, która nie toczy już bitew za innych, tylko daje im przykład i kierunek, żeby mogli zawalczyć o siebie. I najtrudniejsza część – żeby mogli zmierzyć się z konsekwencjami swojej walki, lub jej braku. To wtedy zrozumiałam ukryty koszt każdej zmiany, nawet tej na lepsze – trzeba pozwolić czemuś odejść, z czegoś zrezygnować. Jak musiałam oddać decyzyjność i kontrolę.

I wtedy zadziała się prawdziwa magia profesjonalnego mentoringu – znalazłam w sobie odpowiedź – żeby przestać się szarpać z życiem, muszę przestać próbować kontrolować każdy jego aspekt. Są rzeczy, na które mam wpływ i mam doświadczenie w wywieraniu tego wpływu. Ale nie chcę brać na siebie walk innych osób, nawet tych najbliższych. Nie miałam, nie mam i nie będę miała wpływu na zachowanie innych osób, więc po co się szarpać?

Czy to wszystko wydarzyło się w trakcie jednej sesji? Nie.

Czy uświadomienie sobie jak rola Samodzielnej Wojowniczki wpływa na moje reakcje na życiowe zdarzenia pozwoliło mi dokonać radykalnej zmiany? Nie.

Czy jasne i precyzyjne opisanie jaką rolę chcę faktycznie “grać” w moim codziennym życiu przełożyło się od razu na rezultat? Też nie.

Wymagało to codziennej pracy z samoświadomością i autorefleksją. Z analizowaniem i poddawaniem w wątpliwość moich “naturalnych” reakcji i świadomym wyborem które walki są moje, a które nie. Był to proces z licznymi zawijasami i powrotami do utartych ścieżek. Z czasem jednak zaczęłam coraz szybciej się orientować, że znowu wracam na stare tory i szybciej korygować kurs.

Z czasem poczułam się gotowa, żeby wejść w kolejną rolę – rolę Mentorki.

Autorka: Urszula Włodarczyk